Powołania

Dzień 12 - Ksiądz znachor

Z Autobiografii św. Antoniego Marii Klareta:

"Będąc zarządcą parafii Viladrau, dbałem najlepiej jak mogłem o dobro duchowe parafian. Miasto nie miało fortyfikacji i dlatego wciąż przychodziły różne bandy, a ponieważ lekarze są ludźmi, którzy sporo wiedzą, wszystkie bandy ich prześladowały i w rezultacie w miejscowości tej nie było ani jednego lekarza. Dlatego przyszło mi być lekarzem duszy i ciała.

Miałem trochę wiadomości, a poza tym zacząłem uczyć się medycyny z książek, o które się postarałem. Kiedy miałem wątpliwości co do jakiegoś przypadku, zaglądałem do książek. Pan błogosławił mojemu leczeniu, gdyż nikt z odwiedzanych przeze mnie chorych nie umarł. W ten sposób rozniosła się wieść, że potrafię leczyć i przychodzili do mnie chorzy z różnych stron.

Nie zająłem się leczeniem, aby zarobić pieniądze, czy otrzymać jakieś inne korzyści, ponieważ nigdy niczego nie przyjąłem. Robiłem to tylko dlatego, że była taka potrzeba i z miłosierdzia.

Latem niektóre dzieci chorowały, a po jednorazowym zaaplikowaniu moich środków, od razu zdrowiały.

Pewnego dwudziestopięcioletniego młodzieńca, który już stracił przytomność i konał odwiedziłem o godzinie pierwszej w nocy. Zastosowałem prosty środek i odzyskał przytomność, a po dwóch dniach był zupełnie wyleczony.

Na przedmieściu Viladrau mieszkała pewna zamężna kobieta, która cierpiała na bóle reumatyczne tak silne i gwałtowne, że zaatakowały jej nerwy i była cała skulona. Pomimo tego opłakanego stanu, poczęła dziecko, a problemy zaczęły się po dziewięciu miesiącach, kiedy miała rodzić. Czas ten nadszedł, kiedy przebywałem w innej parafii, odprawiając nowennę za zmarłych. Ludzie wiedzieli, kiedy wrócę, więc wyszli mi naprzeciw i powiedzieli, że ta kobieta ma bóle porodowe bez nadziei na przeżycie. W tej sytuacji zastępca proboszcza udzielił jej sakramentów pokuty, wiatyku, namaszczenia chorych i już miała skonać. Jednak rodzina chorej i ona sama pragnęli się ze mną zobaczyć. Od razu poszedłem do jej domu. Poznałem jej stan krytyczny i wiedziałem co należało zastosować. Jednak powiedziałem jej mężowi, że nie powinienem tego robić, tylko koniecznie należało pojechać po lekarza chirurga. Pojechali do niego z listem ode mnie, w którym tłumaczyłem co się stało. Lekarz, kiedy przeczytał list, zdał sobie sprawę z tego, że jest to beznadziejny przypadek, zaczął się wymawiać i nie chciał przyjechać. Przekazali mi jego odpowiedź, a wtedy poleciłem, a by zaparzono ziół i efekt był taki, że bardzo dobrze urodziła, a później wyleczyła się z reumatyzmu i była tak zdrowa, że po kilku dniach sama przyszła na Mszę św.

Również wyzdrowiał szesnastoletni chłopiec zupełnie sparaliżowany, którego przestano leczyć, gdyż wszystkie środki zawiodły. Przechodząc kiedyś ulicą zobaczyłem go w drzwiach i zapytałem jego matki, co mu jest, a ona mi odpowiedziała. Rzekłem do niej: proszę zrobić to a to i po paru dniach zobaczyłem go zdrowego w kościele na Mszy św.

Miasteczko bardzo ucierpiało z powodu wojny domowej, było przynajmniej trzynaście razy splądrowane, napadane znienacka przez jednych i drugich, były pożary i zabójstwa. W wyniku tego wszystkiego, strachu, smutku i nieszczęść, dużo ludzi, a zwłaszcza kobiet, które cierpiały na histerię, przychodziło do mnie, żeby porozmawiać. Chorym nakazywałem wziąć zwykły olej, zagotować w nim pewne dodatki, którym się później te kobiety smarowały i wszystkie wyzdrowiały.

Jestem zdania, że zostali uzdrowieni dzięki wierze i ufności, z jaką przychodzili, a Bóg nagradzał ich wiarę zdrowiem fizycznym i duchowym, gdyż wzywałem ich do odbycia dobrej spowiedzi ze wszystkich grzechów, a oni to robili.

Boże mój, jak bardzo jesteś dobry! Posługiwałeś się chorobami ciała, aby wyleczyć duszę!" (Aut 170-182).

 

©2018 Misjonarze Klaretyni Prowincja Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone
Zadaj pytanie on-line