Powołania

Dzień 18 - Hazardzista

Z Autobiografii św. Antoniego Marii Klareta:

Antoni Klaret ma 20 lat.

"Pewien młody człowiek, w moim wieku, zaproponował mi wejście z nim w spółkę. Zgodziłem się. Kupowaliśmy losy (była to loteria ogólnokrajowa). Mieliśmy szczęście. Ponieważ byłem tak zajęty swoimi sprawami, moja rola ograniczała się do przechowywania papierów. On kupował losy, a ja je przechowywałem. W dniu losowania oddawałem mu je, a on mówił ile wygraliśmy. Ponieważ kupowaliśmy dużo losów, w każdym losowaniu coś wygrywaliśmy, a czasem nawet pokaźne sumy. Zostawialiśmy część pieniędzy na zakup następnych losów, a resztę oddawaliśmy kupcom na sześć procent za pokwitowaniem. Ja przechowywałem pokwitowania — jedyne co robiłem, a wszystkie inne starania podejmował kolega.

Już miałem dużo pokwitowań na sporą łączną sumę, kiedy przyszedł do mnie kolega i powiedział, że na jeden z naszych losów wygraliśmy 24.000 duros (była to ogromna ilość pieniędzy - właśnie taką sumę zapłacił o. Klaret za odrestaurowanie katedry po trzęsieniu ziemi; a za 12.000 duros kupił budynek dla sióstr zakonnych), a kiedy szedł odebrać wygraną, zgubił los. Powiedział prawdę, że go stracił, bo zagrał na niego i przegrał. Nie tylko ten los przegrał, ale pod moją nieobecność wszedł do mojego pokoju, otworzył kasetę i zabrał wszystkie pokwitowania naszej spółki. Oprócz tego zabrał moje własne pieniądze, książki i ubrania. Przedmioty te oddał do lombardu za pożyczenie pewnej sumy i wszystko razem przegrał. W końcu chciał się odegrać, a ponieważ nie miał już pieniędzy, zrozpaczony poszedł do znajomego domu i ukradł biżuterię pani tego domu. Sprzedał biżuterię i ją przegrał.

Właścicielka zauważyła brak biżuterii i domyśliła się, że to on ją ukradł. Zgłosiła kradzież władzom i złapano złodzieja, który przyznał się do winy. Został osądzony i skazany na dwa lata więzienia. Nie sposób opisać jak wielkim ciosem było dla mnie to nieprzyjemne wydarzenie. Nie chodziło mi o stratę znacznej sumy pieniędzy, lecz o honor. Myślałem — co ludzie powiedzą? Pomyślą, że byłem wspólnikiem w jego hazardzie i kradzieżach. Mój kolega w więzieniu! Za kratami! Tak bardzo byłem tym zmieszany i zawstydzony, że bałem się wyjść na ulicę... Wydawało mi się, że wszyscy patrzą na mnie i o mnie mówią.

Boże mój! Jak dobrym i godnym podziwu byłeś dla mnie! Jakże przedziwnymi środkami posłużyłeś się, aby wyrwać mnie ze świata!" (Aut 73-76).

 

©2018 Misjonarze Klaretyni Prowincja Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone
Zadaj pytanie on-line