Powołania

Dzień 21 - 47 dni podróży

Z Autobiografii św. Antoniego Marii Klareta:

Dnia 12 września 1862 r. wyruszyłem z Madrytu z ich Królewskimi Mościami i Wysokościami z królewskiego dworu.

Wszystko jest z Boga - On dał mi zdrowie, siły, słowa i wszystko pozostałe. W trakcie tej podróży nie tylko ja to poznałem, lecz także wszyscy inni. Widzieli bowiem, że ledwo co jadłem i piłem. Skosztowałem zaledwie jakiegoś ziemniaka i wypiłem szklankę wody na cały dzień. Nigdy nie jadłem mięsa, ryb ani jajek, ani też nie piłem wina. Wciąż byłem zadowolony i wesół, a nigdy nie widziano mnie zmęczonym, choć zdarzały się dni, w które wygłaszałem dwanaście kazań.

Ktoś z towarzyszących osób z ciekawości zapisał te kazania i powiada, że było ich: 16 do księży, 9 do kleryków, 95 do zakonnic, 28 do sióstr miłosierdzia, 35 do biednych z domów opieki, 8 do osób ze stowarzyszeń św. Wincentego a Paulo oraz 14 do ludzi zgromadzonych w katedrach i większych kościołach.

Poza wygłaszaniem homilii rozdaliśmy wiele tysięcy pism ulotnych, książeczek i książek; bo też w każdym miejscu, w jakim się pojawialiśmy, zastawaliśmy wielką skrzynie, zamówioną przez nas wcześniej. Nie da się wprost opisać, z jakim zapałem wszyscy ludzie przychodzili, aby wysłuchać Słowa Bożego i wrażenia, jakie na nich wywierało oraz łapczywości, z jaką prosili o pamiątki, a także .uczucia, z jakim przyjmowali to, co im dawaliśmy, choćby to była tylko karteczka.

Przytrafiały się też wielkie nawrócenia. Mimo że ludzie nie mogli się przede mną wyspowiadać z braku czasu, lecz pisali mi o swoich nawróceniach. Przytoczę tu słowa tylko jednego spośród wielu. Napisał on do mnie kiedy znajdowałem się na dworze królewskim: „Najprzewielebniejszy Ojcze! Ten, co ośmiela się pisać do Waszej Ekscelencji, jest wielkim grzesznikiem. Zapomniałem o zdrowych zasadach, jakie wpoili mi rodzice, nauczyciele i jakich nauczyłem się podczas długich lat studiowania. Rzuciłem się z całą zawziętością zepsutego serca w wir rewolucji roku 1835, a od roku poprzedniego, 1834, nie zbliżyłem się do świętego konfesjonału, pomimo ogromnych lęków i gryzących wyrzutów sumienia. Jednakże, dzięki Bogu i Najświętszej Maryi, teraz się wyspowiadałem. Wczoraj, 1 grudnia 1862 roku, dokonałem spowiedzi generalnej. Moje serce przepełniło się radością.

Zło, jakie wyrządziłem swoim piórem, jest nieprzebrane, a wybryki, jakie popełniłem przez swoją postawę i pracę, nie dadzą się opisać słowami. Tak właśnie żyłem dotychczas, zanim Pan się nade mną nie ulitował. Pierwsze wezwanie Zbawiciela było następujące: wsiadłem w Barcelonie na pokład tego samego parowca, którym płynął pewien ksiądz. Dał mi on obrazek Maryi Niepokalanej z kilkoma myślami chrześcijańskimi; wziąłem obrazek i schowałem go do torby. Nie wiem, co wtedy i teraz stało się w mojej duszy. Królowa przybywa do Andaluzji, a Wasza Ekscelencja wraz z nią. Kiedy ujrzałem Księdza Biskupa przypomniałem sobie o tamtym obrazku Najświętszej Maryi... Powiedziano mi, że Ksiądz Biskup wygłasza homilię. Pobiegłem jej wysłuchać. Słucham więc Słowa Bożego. Wracam do domu i mówię - skończyłem z poprzednim życiem".

Jakże bardzo potrzeba dziś puszczać w obieg dobre pisma, aby przeciwstawić się mnogości złych tekstów!" (Aut 702-708)

 

©2018 Misjonarze Klaretyni Prowincja Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone
Zadaj pytanie on-line