Powołania

Dzień 24 - Odejście od królowej

Z Autobiografii św. Antoniego Marii Klareta:

"W dniu 17 lipca o siódmej rano, kiedy modliłem się przed obrazem Chrystusa Odpuszczającego Winy, Jezus rzekł mi: Antoni, odejdź. Było to skutkiem zaaprobowania Królestwa Włoch przez Jej Wysokość Królową. Szeptano już o tej aprobacie, a biskupi zaczynali wysyłać noty protestacyjne. Jej Królewska Mość zapytała mnie, co sądzę o notach biskupów. Odpowiedziałem na to, że wydają mi się bardzo dobre. Powiedziałem jej, że, będąc na ich miejscu, uczyniłbym to samo. Oni muszą pisać, ponieważ pozostali w odosobnieniu, ja zaś nie piszę ani nie wydaję orędzi, bowiem znajduję się w obecności Jej Królewskiej Mości i rozmawiam z nią twarzą w twarz. Oni piszą w imieniu swoich owieczek; ja zaś nie muszę tak czynić, mam bowiem tylko jedną owieczkę, którą pożre mi wilk. Była to aluzja do Królowej, która dobrze to zrozumiała i powiedziała: Boże broń...

Ponieważ sprawy toczyły się szybko, bezustannie prosiłem królową, aby uniknęła tej aprobaty, aby nie brała w tym udziału. Ona obiecywała mi, że nigdy tego nie uczyni, bowiem po pierwsze wymierzone jest to przeciwko Ojcu Świętemu, a poza tym także przeciwko królowi Neapolu, jej bliskiemu krewnemu. Czasem mówiła mi, że prędzej przestałaby być królową niż zaaprobowała coś podobnego; kiedy indziej zapewniała mnie, że wolałaby raczej umrzeć. Poza wszelkimi uwagami, jakie jej poczyniłem, sięgnąłem także po groźby. Otóż dwa razy powiedziałem jej, że jeśli uzna Królestwo Włoch, to odejdę od niej. Była to najprzykrzejsza rzecz, jaką mogłem jej powiedzieć, bowiem ogromnie mnie miłuje.

I wreszcie, dnia 14 lipca, na św. Bonifacego, który to dzień był dla Jej Królewskiej Mości oraz dla wszystkich katolików bardzo nieszczęśliwy, o godzinie 21 przybyli wszyscy ministrowie. Premier O'Donnell udał się sam do pałacu i rozmawiał z królową od 21 do 23. Powiedział jej, że co do Królestwa Włoch sprawa nie wygląda tak, jak się sądzi, że nie taki diabeł straszny, jak go malują; że nie chodzi tu o aprobatę de iure, lecz tylko de facto, i że w żadnym wypadku nie odnośnie części należącej do papieża. Poza tym kłamstwem i oszustwem powiedział jej, że tak wypada uczynić biorąc pod uwagę handel, a przede wszystkim i przynajmniej dlatego, że wojsko jest gotowe do buntu i ataku, jeśli nie zostanie uznane tzw. Królestwo Włoch. Można więc powiedzieć, że królowa została oszukana i że jej grożono.

Następnego dnia wszyscy ministrowie stawili się w pałacu i wszyscy razem zaaprobowali to, co wieczorem powiedział premier.

Po tym układzie miałem takie odczucie, jakbym umierał. Stawiłem się przed królową i dałem jej poznać zło, jakie uczyniła. Ona jednak tylko płakała i powiedziała mi, że od chwili, w której wyraziła zgodę, nie opuszcza jej gorączka.

Tak się tym wszystkim przejąłem, że dostałem silnego rozstroju żołądka. Skorzystałem tej z okazji, by wyjechać do Katalonii i oddalić się z dworu pod tymże pretekstem. Chciałem też ukryć moją prawdziwą intencję, gdyż królowa była wówczas w czwartym miesiącu ciąży, a to mogłoby u niej wywołać poronienie. Prosiła mnie i błagała wśród jęków, westchnień i łez, abym nie odchodził. Ja odpowiadałem, że muszę odejść, że zbyt już wiele uczyniłem wyrzeczeń w ciągu ośmiu lat i miesięcy, jakie spędziłem u jej boku, i że niech przecież nie żąda ode mnie oddania życia.

Po opuszczeniu Królowej udałem się do Madrytu, a potem do Vic. Po wyjściu z atmosfery dworu królewskiego już czułem się nieco lepiej; biegunka jednak nie ustępowała, trwając jeszcze kilka dni.

Dnia 14 sierpnia tegoż roku, kiedy o wpół do dziesiątej rano znajdowałem się w kościele, podszedłem do tabernakulum, a Pan Jezus powiedział mi z Najświętszego Sakramentu: Pójdziesz do Rzymu" (Aut 832-839).

 

©2018 Misjonarze Klaretyni Prowincja Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone
Zadaj pytanie on-line