Powołania

Dzień 7 - Śmierć w morzu

Z Autobiografii św. Antoniego Marii Klareta:

"W ciągu trzech pierwszych lat spędzonych w Barcelonie znacznie oziębła gorliwość, jaką odznaczałem się w domu rodzinnym. Prawdą jest, że przyjmowałem sakramenty kilka razy do roku, że we wszystkie dni świąteczne i nakazane słuchałem Mszy św. i codziennie odmawiałem różaniec i spełniałem jeszcze inne praktyki. Było ich jednak mniej i nie były one tak żarliwe jak dawniej. Moim jedynym celem i jedyną troską było tkactwo. Choćbym wiele o tym mówił, stanu tego nie da się wyrazić słowami; był to bowiem obłęd na punkcie tkania.

Pod koniec trzeciego roku pobytu w Barcelonie, gdy z takim zamiłowaniem pracowałem, miałem kłopoty z pozbyciem się myśli, które przychodziły mi do głowy podczas Mszy św. Bardzo lubiłem myśleć o tkaniu, ale podczas Mszy św. nie chciałem i starałem się oddalić takie myśli. Obiecywałem sobie później o tym pomyśleć, gdyż chciałem skupić się na modlitwie. Moje wysiłki były bezskuteczne. Mój umysł był jak rozpędzone koło, którego nie można nagle zatrzymać. Na domiar złego podczas Mszy przychodziły mi do głowy nowe pomysły, wynalazki, itp. Tak więc będąc na Mszy miałem w głowie więcej maszyn, aniżeli było świętych przy ołtarzu.

Kiedyś podczas Mszy, w zamęcie myśli przypomniałem sobie czytane od dziecka słowa Ewangelii: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? To zdanie wywarło na mnie głębokie wrażenie... było dla mnie strzałą, która zraniła mi serce. Myślałem i zastanawiałem się, co mam robić, ale nie wiedziałem.

Tego ostatniego lata Najświętsza Maryja uchroniła mnie przed utonięciem w morzu. Ponieważ dużo pracowałem, źle to znosiłem latem. Całkowicie traciłem apetyt. Przynosiło mi pewną ulgę pójście nad morze, umycie sobie nóg i wypicie paru łyków słonej wody. Pewnego dnia przyszedłem w tym celu na plażę zwaną Mar vieja (Stare morze) za Barcelonetą (dzielnica Barcelony położona blisko wybrzeża Morza Śródziemnego). Kiedy znajdowałem się nad brzegiem morza, wody nagle wzburzyły się i ogromna fala porwała mnie, a po niej druga. Nagle znalazłem się w morzu, daleko od brzegu i dziwiłem się, że unoszę się na wodzie, mimo że nie umiałem pływać (Antoni wychował na terenach górzystych, bez dostępu do morza). Wezwałem Najświętszą Maryję na pomoc i znalazłem się na brzegu morza. Do moich ust nie dostała się ani kropla wody. Kiedy znajdowałem się w wodzie byłem całkowicie spokojny, ale później, kiedy znalazłem się na brzegu przerażała mnie myśl o niebezpieczeństwie, jakiego uniknąłem dzięki Najświętszej Maryi" (Aut 66-71).

 

©2018 Misjonarze Klaretyni Prowincja Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone
Zadaj pytanie on-line